i co dalej?
co dalej z dieta Agnes?
co dalej z dzialką?
i co dalej
czwartek, 27 października 2011
poniedziałek, 10 października 2011
nastolatki to hieny
żeby zeżreć bez słowa dwie zagraniczne czekolady, które matka dostała w prezencie?
za jej plecami !
nie podzielić się z matką, siostrą i bratem? nie zostawić nawet okruszynki
w d... z czekoladą
zabolało, że nie myślą, że można się podzielić
czy to takie nowe pokolenie na ego... wyhodowaliśmy?
liczę na to, że to paskudny etap rozwojowy i będą się dzielić w przyszłości
Amen
zaszłam dziś na warsztaty odchudzania, na które w porywie emocji zdecydowałam się czas jakiś temu
13 tygodni, zapowiada się orka, panie obiecały, że nie będziemy głodne
fatalnie znoszę fizyczny głód, mam mdłości i ból głowy
dużo wiedzy o indeksach glikemicznych, metabolizmie i wykluczeniu pieczywa
co tydzień ważenie, mierzenie tkanki i postępów
zADANIE NA TEN TYDZIEŃ:
-ile chcę schudnąć?
- 5 powodów dla których to chcę zrobić
żeby zeżreć bez słowa dwie zagraniczne czekolady, które matka dostała w prezencie?
za jej plecami !
nie podzielić się z matką, siostrą i bratem? nie zostawić nawet okruszynki
w d... z czekoladą
zabolało, że nie myślą, że można się podzielić
czy to takie nowe pokolenie na ego... wyhodowaliśmy?
liczę na to, że to paskudny etap rozwojowy i będą się dzielić w przyszłości
Amen
zaszłam dziś na warsztaty odchudzania, na które w porywie emocji zdecydowałam się czas jakiś temu
13 tygodni, zapowiada się orka, panie obiecały, że nie będziemy głodne
fatalnie znoszę fizyczny głód, mam mdłości i ból głowy
dużo wiedzy o indeksach glikemicznych, metabolizmie i wykluczeniu pieczywa
co tydzień ważenie, mierzenie tkanki i postępów
zADANIE NA TEN TYDZIEŃ:
-ile chcę schudnąć?
- 5 powodów dla których to chcę zrobić
piątek, 7 października 2011
miło siedzieć w domu pod wełnianym kocykiem, słuchać trójki, pić caffe, zapalić świecę
hygge
czekam na telefon od pani z rekrutacji, miała dziś dzwonić w sprawie kolejnego etapu- assessement center,
nie dzwoni, jeszcze nie panikuję
wczoraj znakomity koncert Krystyny Stańko, Diana Krall wymięka przy jej głosie :))
...
gubi mnie dziś wspaniały "chleb dawny", ciężko mu się oprzeć, bardzo ciężko
uwielbiam go, ale jak nie powstrzymam się z tym uwielbieniem, to nie zrzucę, tego, czego w sobie nie lubię
a przecież luźne dzinsiki, koszule, no wiadomo...
w przyszłym tygodniu assessement...., przeszłam dalej, trzymam dalej kciuki za siebie, żeby dostać tę robo :)
gubi mnie dziś wspaniały "chleb dawny", ciężko mu się oprzeć, bardzo ciężko
uwielbiam go, ale jak nie powstrzymam się z tym uwielbieniem, to nie zrzucę, tego, czego w sobie nie lubię
w przyszłym tygodniu assessement...., przeszłam dalej, trzymam dalej kciuki za siebie, żeby dostać tę robo :)
środa, 5 października 2011
wielka szklanka z caffe late o 10 (albo chwilę po) w Polsce to jest to! mój codzienny nałóg
właśnie wylałam całą zawartość na blat kuchenny, płytę itd
jak to wyglądało, nietrudno się domyślić (eć)?
niniejszym potwierdzam teorię mojego ś.p. tatusia o moich dwóch lewych ręcach :))
taka dygresja
ale chciałam napisać o tym, że po wizycie w carrefourze i zobaczeniu tłumu stojącego za schabem
po 9,9 zł za kg
coś sie we mnie zbuntowało, coś mnie walnęło, że nie wolno mi zejść do poziomu margaryny i paniki w oczach na widok rachunku za zakupy
nie! nie! nie!
muszę zrobić i dać z siebie wszystko, żeby zapewnić nam przyzwoity poziom życia
nie chcę wpaść tylko w akcję "na czym tu jeszcze zaoszczędzić" i siedziec po ciemku
z rozpaczą w duszy
chcę myśleć w ten sposób: "co mogę zmienić, żeby poptrawić swój byt?"
nie dać się
tej okropnej zapaści wewnetrznej, w jaką wpędza bieda, marazmowi i narzekaniu
tak więc nie pogardzę żadną pracą, która na początek zapewni mi przynajmniej środki na opłaty i utrzymanie samochodu, bez którego nie wyobrażam sobie życia
Tymczasem dziś: kotlety z kaszy jęczmiennej. To eksperyment, ciekawe , co kidsy na to?
...
W związku ze znaczącym obniżeniem mojego dochodu, rozmyśłam o nałogu zakupocholizmu. Obserwuję u siebie coś w rodzaju nawyku kupowania. Życie w mieście skłania do nieustannego kupowania, zupełnie inaczej , kiedy jestem na wsi. Tam, z powodu braku takiej ilosci sklepów, kupuję niezbędne rzeczy. Znaczy to, że większość zakupów wynika z nawyku, rozpędu a wcale nie z autentycznych niezbędnych potrzeb.
Muszę się temu przyjrzeć bliżej.
"Kasa jak bumerang wraca" i inne hasła mające skłonić mnie do wydania pieniędzy. Czuję się jak w pułapce.
Lektura na dzisiejszy wieczór "Tanie gotowanie"
właśnie wylałam całą zawartość na blat kuchenny, płytę itd
jak to wyglądało, nietrudno się domyślić (eć)?
niniejszym potwierdzam teorię mojego ś.p. tatusia o moich dwóch lewych ręcach :))
taka dygresja
ale chciałam napisać o tym, że po wizycie w carrefourze i zobaczeniu tłumu stojącego za schabem
po 9,9 zł za kg
coś sie we mnie zbuntowało, coś mnie walnęło, że nie wolno mi zejść do poziomu margaryny i paniki w oczach na widok rachunku za zakupy
nie! nie! nie!
muszę zrobić i dać z siebie wszystko, żeby zapewnić nam przyzwoity poziom życia
nie chcę wpaść tylko w akcję "na czym tu jeszcze zaoszczędzić" i siedziec po ciemku
z rozpaczą w duszy
chcę myśleć w ten sposób: "co mogę zmienić, żeby poptrawić swój byt?"
nie dać się
tej okropnej zapaści wewnetrznej, w jaką wpędza bieda, marazmowi i narzekaniu
tak więc nie pogardzę żadną pracą, która na początek zapewni mi przynajmniej środki na opłaty i utrzymanie samochodu, bez którego nie wyobrażam sobie życia
Tymczasem dziś: kotlety z kaszy jęczmiennej. To eksperyment, ciekawe , co kidsy na to?
...
W związku ze znaczącym obniżeniem mojego dochodu, rozmyśłam o nałogu zakupocholizmu. Obserwuję u siebie coś w rodzaju nawyku kupowania. Życie w mieście skłania do nieustannego kupowania, zupełnie inaczej , kiedy jestem na wsi. Tam, z powodu braku takiej ilosci sklepów, kupuję niezbędne rzeczy. Znaczy to, że większość zakupów wynika z nawyku, rozpędu a wcale nie z autentycznych niezbędnych potrzeb.
Muszę się temu przyjrzeć bliżej.
"Kasa jak bumerang wraca" i inne hasła mające skłonić mnie do wydania pieniędzy. Czuję się jak w pułapce.
Lektura na dzisiejszy wieczór "Tanie gotowanie"
wtorek, 4 października 2011
Jak w tytule....
stoję na cholernym rozdrożu życiowym
chwilami myślę, że już tylko jedną nogą
kobieta dojrzała, matka samotna to jedna strona tego medalu
druga, że jestem piękną i wspaniałą babką
poddać się nie zamierzam.
Nie mam pracy, to jest dramatyczna sprawa, nie miałam pojęcia, jaki to wysoki mur do przejścia.
Mantra, mantra, mantra: "Nie poddawaj się..."
więc się nie poddaję
szukam, wysyłam, piszę testy, rozmawiam kwalifikacyjnie i rekrutuję się grupowo
wezmę to, co da szansę na rozwój zawodowy, nawet jeśli pieniądze na początek będą marne
nauczyłam się oszczędzać
a raczej eliminować zbędne wydatki na nieprawdziwe potrzeby
to czysty zysk
nie kupuję kolejnego kosmetyku albo innej pierdoły, zużywam , co mam
a nawet ekskluzywne próbki, jest git
to zrobi miejsce na półkach a to z kolei oczyści umysł, będę wolna :)
życie pod hasłem "minimum wydatków" ma swoje zalety
myślę, że filozofia minimalizmu ma przyszłość
Oglądam durny film "Przepis na życie", durny, że była żona i bieżąca kobieta się niby polubiły
żona polubiła tę, z którą jeden dureń-mąż ją zdradził, raczej to niemożliwe
tzn, ja nie znam takiego przypadku
koniec odcinka- ona zobaczyła go z inną, ta inna go pocałowała,
ale to nie było to, co ona myślała, ludzie, ratunku!
za pierwszą pensję zafunduję dzieciom sushi, albo włoskie jedzonko u prawdziwego Włocha
trzymam kciuki za siebie, aby udało się tam, gdzie chcę!
za pierwszą pensję zafunduję dzieciom sushi, albo włoskie jedzonko u prawdziwego Włocha
trzymam kciuki za siebie, aby udało się tam, gdzie chcę!
Subskrybuj:
Posty (Atom)

