środa, 5 października 2011

wielka szklanka z caffe late o 10 (albo chwilę po) w Polsce to jest to! mój codzienny nałóg
właśnie wylałam całą zawartość na blat kuchenny, płytę  itd
jak to wyglądało, nietrudno się domyślić (eć)?
niniejszym potwierdzam teorię mojego ś.p. tatusia o moich dwóch lewych ręcach  :))
taka dygresja
ale chciałam napisać o tym, że po wizycie w carrefourze i zobaczeniu tłumu stojącego za schabem
 po 9,9 zł za kg
coś sie we mnie zbuntowało, coś mnie walnęło, że nie wolno mi zejść do poziomu margaryny i paniki w oczach na widok rachunku za zakupy
nie! nie! nie!
muszę zrobić  i dać z siebie wszystko, żeby zapewnić nam przyzwoity poziom życia
nie chcę wpaść tylko w akcję "na czym tu jeszcze zaoszczędzić" i siedziec po ciemku
z rozpaczą w duszy
chcę myśleć w ten sposób: "co mogę zmienić, żeby poptrawić swój byt?"
nie dać się
tej okropnej zapaści wewnetrznej, w jaką wpędza bieda, marazmowi i narzekaniu
tak więc nie pogardzę żadną pracą, która na początek zapewni mi przynajmniej środki na opłaty i utrzymanie samochodu, bez którego nie wyobrażam sobie życia
Tymczasem dziś: kotlety z kaszy jęczmiennej. To eksperyment, ciekawe , co kidsy na to?
...
W związku ze znaczącym obniżeniem mojego dochodu, rozmyśłam o nałogu zakupocholizmu. Obserwuję u siebie coś w rodzaju nawyku kupowania. Życie w mieście skłania do nieustannego kupowania, zupełnie inaczej , kiedy jestem na wsi. Tam, z powodu braku takiej ilosci sklepów, kupuję niezbędne rzeczy. Znaczy to, że większość zakupów wynika z nawyku, rozpędu a wcale nie z autentycznych niezbędnych potrzeb.
Muszę się temu przyjrzeć bliżej.
"Kasa jak bumerang wraca" i inne hasła mające skłonić mnie do wydania pieniędzy. Czuję się jak w pułapce.
Lektura na dzisiejszy wieczór  "Tanie gotowanie"


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz